Zaraz mnie coś czaśnie!
Ale po kolei...
Wczoraj udało mi się wreszcie zmotywować moją współlokatorkę do wynurzenia się z naszego pokoju. Dokonałam tego wychwalając pod niebiosa propozycję imprezy, którą dostała od swoich znajomych. Wyszukałam chyba wszystkie logiczne i nielogiczne powody, dla których powinna wreszcie pooglądać twarze innych osób niż ja i wprawiłam ją w dobry nastrój komplementując jej świeżo umyte włosy. Wow. O godzinie dwudziestej zamknęły się za nią drzwi wejściowe, co oznaczało, iż nareszcie (od ponad miesiąca) mam tą naszą maleńką klitkę tylko dla siebie; że będę mogła sobie zrobić pierwszy, nieprzerwany żadnymi pytaniami, komentarzami oraz niusami, trening szybkiego czytania; że będę mogła wziąć szybki prysznic i oddać się lekturze bez obaw, iż komuś będzie przeszkadzało zapalone światło; i wreszcie, że będę mogła pobyć w ciszy sam na sam z moimi myślami. I tak w stanie euforii duchowej dane mi było trwać do godziny pierwszej dwanaście w nocy, gdyż właśnie o tej porze wróciła moja towarzyszka, w stanie lekko wskazującym, po czym stwierdziła, że było fajnie, ale ciutkę przedobrzyła, a następnie położyłyśmy się spać. O godzinie drugiej pięćdziesiąt trzy zostałam brutalnie wyrwana z objęć Morfeusza za sprawą wycia (dosłownie) sąsiada (którego nawet jego współlokatorzy nie mogli uciszyć) z naprzeciwka. A jak już udało mi się w końcu przyciąć komara, o siódmej czterdzieści było już po spaniu, za sprawą sąsiadek trzaskających drzwiami i najaranych studentów imprezujących na głównym korytarzu. Około dziewiątej ocknęła się moja współlokatorka i obwieściła mi, że ogólnie, to bardzo jest zmęczona, nic jej się nie chce i dzisiaj z łóżka nie wstaje. I faktycznie, w łóżku odbyła dwie rozmowy telefoniczne, po czym jednak wstała do WC, wracając zahaczyła o lodówkę, żeby wyjąć z niej serek wiejski i spożyć go wyrze.
Jest godzina piętnasta. Współlokatorka moja śpi. W pokoju burdel jak sto pięćdziesiąt, bo wszędzie walają się jej ciuchy i jej zaschnięte z brudu naczynia. Wchodzący do nas "goście" dziwią się, że jej z łóżka nie ściągam. Że, kurde, co?!?!?!?!?!?! Więcej się mieszać i do czegokolwiek zachęcać nie będę. Jej życie - jej sprawa, póki jej bałagan nie zaczyna przenikać na "moją" część pokoju. I z pretensjami ode mnie wara!
Idę się przejść.
środa, 18 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz