Opowieść o Burmistrzu z nosem zadartym chodzącym
W mieście przyprawą korzenną pachnącym, w domu specyficznym, w którym komuna nadal gości i ma się tam jak najlepiej, mieszka Burmistrz, a właściwie Burmistrzyni. To kobieta despotyczna i dziecinna jednocześnie, która również Fochmistrzynią jest jedyną w swoim rodzaju; taki z niej "wampir energetyczny" pospolity. Całymi dobami urzędu swego pilnuje, na straży funkcji pełnionej stoi i pazurami jej bronić będzie do kropli krwi ostatniej, myśląc, iż stanowisko chwały jej przysparza i profitów niezmierzonych dostarcza, a w rzeczywistości świadczy o niezmierzonej tępocie do szpiku ksenofobią przesiąkniętej. A kalorie skrzętnie liczone według indeksu glikemicznego umysł jej (swoją drogą przez "Strażników Wagi" opętany) całkiem z szarych komórek odchudziły.
Otóż razu pewnego Burmistrzyni postanowiła, w niepokalanej nieomylności swojej, jednej z poddanych o swój tyłek zapytać. A że znajdowały się obie akurat poza granicami centralnej części "stolicy", w obrębie orbity Jurija Gagarina, a poddana ta miała "gorszy dzień" w tym momencie, odpowiedziała z mostu prosto, zwięźle i na temat, iż jeszcze czasu minie chwilka mała i ta "dupa" się nie będzie podobała.
Czy była to odpowiedź zła, czy dobra - wnikać nie będę, najważniejsze, że szczerością po brzegi wypełniona.
Burmistrzyni, najwyraźniej w szczerość tą wątpiąca, postanowiła przepytać resztę poddanych, według kolejności "na-winie" (entliczek - pętliczek, kto się nawinie, na tego bęc!). Pierwszą, którą ten zaszczyt jakże ogromny kopnąć raczył, wyłonioną w drodze losowania dokonanego przez Los Ślepy ewidentnie, okazała się współmieszkanką poddanej poprzedniej. I temat siedziska dyplomatycznie omijając, poruszyła kwestię częstotliwości jęków przeponowo-krtaniowych z ust Piastunki Stanowiska się wydobywających. Oraz pesymizmu, który za sprawą niewłaściwego składowania skaża coraz więcej dusz niewinnych. Odpowiedzią na zarzuty, w skrócie wielkim, wkurw był nieziemski z miażdżąco-pustoszącą mocą focha połączony, czyli to, co Burmistrzyni lubi najbardziej, co w hobby jej się przeradza, któremu to bez opamiętania się oddaje ostatnio, z nasileniem przypadającym na odpowiedni okres w miesiącu.
Od tego momentu huraganowe wichry w mieście wiać zaczęły, gradobicie przynosząc oraz trzęsienie ziemi powodując. Zlęknieni mieszkańcy pochowali się w swych domostwach, zwierzęta uciekły, a ptaki zamilkły. A ciszę tę od czasu do czasu tylko szelest ortalionu przeszywa, niczym grom nagły niebo bezchmurne.
A poddane dwie, co to się poddać nie zamierzają, co to broni nie złożą za skarby świata żadne, co w kaszę dmuchania powyżej uszu mają i w tym bagnie taplania się również dosyć, amunicję zbierają w pistolety śmiechu ją ładując, gdyż dobry nastrój bronią przeciwko chimerom najlepszy, i z natarciem ruszają tyranię obalić i ład przywrócić, gdyż niesprawiedliwości się trzeba sprzeciwiać, o swoje walczyć a fochom dzieciuchowatym stanowcze NIE po trzykroć mówić.
Jak dalej potoczą się ich losy nie omieszkam donieść.
OBJAŚNIENIA
Burmistrz - osoba wiecznie "naburmuszona"
Burmistrzyni - osoba wiecznie "naburmuszona" płci żeńskiej
Fochmistrzyni - kobieta fochująca się nader często i o byle co
Hasła opracowane na podstawie Słownika Agnieszkowego Mojego Własnego
0 komentarze:
Prześlij komentarz