Nie szkodzi, że położyłam się o trzeciej.
Nie szkodzi, że budzik nastawiony na ósmą.
A to dlatego, że o szóstej czterdzieści-z-hakiem zbudziło mnie nagłe otwieranie drzwi przedsionkowych, przeponowy okrzyk "WSTAAWAAAĆ KUURRRRWAA!", po którym nastąpił śpiew właściwy "WSZYYYSSTTTTTKO CZEGO DZIŚ CHCĘĘĘĘĘ PAMIENNNTAJJJ O TYM!!!"
Tak, w tym momencie następuje klasyczny konflikt interesów, który można by podawać w książkach rozprawiających o sztuce negocjacji (myślę, że lepiej trafiałby on do studentów, niż te już podawane), bo oto to wszystko, czego chcą oni nie jest tym wszystkim, czego chcę ja w danej chwili.
Pozostają dwie metody rozwiązania sporu (a duet cały czas zdziera gardło): negocjacje albo walenie po mordzie.
Plusem negocjacji jest możliwość wspólnego opracowania rozwiązania satysfakcjonującego obie strony.
Minusem - to, że żeby pokojowo zaistniałą sytuację rozwiązać, trzeba duet najpierw przekrzyczeć (działanie z góry skazane na porażkę), duet może nie chcieć uczestniczyć w negocjacjach lub/i dać ci w pysk (mimo, że jesteś dziewczyną)
Natomiast walenie po mordzie, oprócz minusa, który mówi, że dysponuję prawdopodobnie mniejszą siłą aniżeli chórek (nadal drący papę) oraz, że z pijanymi lepiej nie zadzierać, roztacza cały wachlarz plusów, z których niektóre to:
- brak konieczności zdzierania własnego gardła dla dojścia do głosu,
- możliwość powalenia przeciwnika elementem zaskoczenia (dziewczyna, a po mordach trzaska?!)
- uzyskanie natychmiastowej ciszy (o to mi właśnie chodzi)
- wdzięczność całego piętra (bezcenne ;))
Wobec takich argumentów, wiadomo już chyba, co wybrałam.
Tak, oczywiście.
Położyłam się z powrotem do łóżka.
Bardzo dobra decyzja, tym bardziej, iż po chwili na piętro zawitał pan ochroniarz i, wyprowadzając śpiewaków, zakończył koncert.
wtorek, 12 stycznia 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)