Fontanna mi wyje za oknem. Tak, fontanna wyje wniebogłosy. Ta, której autor najpierw strasznie się nad projektem biedził, a teraz nie chce się do swego dzieła przyznać. Nic dziwnego, za takie pieniądze to ja liczyłam, że ta cała tryskająca z niej woda będzie w powietrzu się w kształty planet układać albo co... A tu tylko coś, co przypomina "kolorowe wytryski" o różnej mocy i sile natężenia, zależnych od głośności "muzyki", i co jest miejscem ubóstwianym przez lokalnych bezdomnych, którym zdarza się prysznic tam brać oraz dzieci, dla których wszystko co gra i świeci jest atrakcją.
Fontanna wyje niemiłosiernie, a ja się skupić usiłuję, bo egzamin we wtorek a umiem połowę. A organizm snu żąda, ostatnimi przejściami skrajnie wyczerpany i emocjonalnie wypruty niczym wrak jakiś czy inny bubel.
Renowacji potrzebuję.
środa, 18 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz