Głowa boli. Głowa mała. W głowie się nie mieści. A za oknem szaro. Ogromne kałuże, łysawe drzewa. Herbata, zupka z kubka, kawa. Mokre włosy schnąć nie chcą; suche się puszą.
Byłyśmy z Małą u Rzecznika Praw Konsumenta. W sprawie butów, co to po trzech założeniach obcas prawie straciły, a gwarancję rozpatrzył producent odmownie, a pani sprzedająca potraktowała nas jak śmieci i bezczelnie rzuciła, że "drugi raz reklamacji na ten sam produkt nie wypiszę, a jak się paniom nie podoba, to do Rzecznika Praw Konsumenta na Placu Teatralnym mogą iść". Nie spodobało się nam, więc poszłyśmy, tym bardziej, że pani sprzedająca namiary nam podała.
U Rzecznika wyszło na światło dnia pochmurnego, że swoich praw nie znamy, że teraz powinien opinię rzeczoznawca wystawić, a później producenta kosztami obciążyć.
Mała nie jest pewna, czy chce walczyć, pogada ze swoją mamą.
Ja bym walczyła o swoje buty. Chociaż dla zasady. Chociaż żeby pokazać, że się nie dam.
Siedzę na stronie UOKiK-u i dowiaduję się, jakie mam prawa.
wtorek, 17 listopada 2009
Rzecznik i nasze prawa (22.10.2008, g.12:22)
wtorek, 17 listopada 2009
Etykiety:
buty,
prawa,
reklamacja,
Rzecznik
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz