wtorek, 17 listopada 2009

Powrót do domu, epizod 1 (09.11.2008, g.16:00)

wtorek, 17 listopada 2009
Piątek:
Paulamonster wypuściła nas z ćwiczeń kwadrans wcześniej. No to lecę! W kozakach na obcasach, szybkie, wielkie kroki. Wpadam pod przystankową wiatę o 16:47. Za minutę powinna przyjechać piętnastka, która podwiezie mnie pod sam akademik prawie, żebym mogła wpaść po walichy, capnąć laptopa i rura na dworzec pks, to może jeszcze zdążę na wcześniejszy autobus do domu. Obok mnie stanęła kobitka, lat 60 na oko i churchla. A churchlanie to posiada taką, rzekłabym głębię, że aż flegma na chodnik pryska. Odsuwam się od nowej mutacji H5N1, patrzę na zegarek. 16:48; żadnych świateł na horyzoncie...
Autobus do domu odjeżdża o 17:30. Z przystanku do akademika: 3 min. jak się sprężę; Spod akwarium na czwarte piętro: ok. 2 min., ale zależne od tego, która "ryba" ma w tym momencie dyżur. Jeśli Janka, to nawet minut 4, bo czasami mnie zagada. Spakowanie laptopa z całym osprzętem: zależne od stopnia splątania kabli pod stolikiem. W razie kłębowiska: odsunąć stolik od ściany, namierzyć właściwy kabel i mocno pociągnąć; czas potrzebny: ok. 3 min. "Baj-baj" z dziewczynami: 30 sek. Zbiegnięcie z czwartego pod akwarium: 1 min. (wiadomo, na dół szybciej). Odległość dworca od akademika: 1500 m (w przybliżeniu). Czas potrzebny do przebycia tej odległości: mniej więcej 15 min., ale zależny jest od ciężaru walizki, oczekiwania na "zielone" na dwóch skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną oraz na to, aż jakiś miłosierny kierowca zatrzyma się przed przejściem bez świateł na pozostałych dwóch skrzyżowaniach i pozwoli przeciąć ulicę wkurzonej studentce z 10-kilogramową walizką. Powinnam zdążyć...
16:57; piętnastka łaskawie wtacza się do zatoczki. I teraz sytuacja taka: z lewej mojej strony nadbiega chłopak z plecakiem napakowanym jak na miesięczny obóz. Drzwi autobusu otwierają się, a on, zziajany, stawia stopę na pierwszym stopniu. W tym momencie Pani Gruźlica przerywa swe churchlanie i zadziwiająco donośnym głosem wrzeszczy:
- Proszę! No proszę, niech pan wsiada! Niech mnie pan stratuje najlepiej!
Speszony, zawstydzony chłopak schodzi ze stopnia, przeprasza Gruźlicę i robi jej przejście. Na co ona siłą skupioną w swej pomarszczonej łapie wpycha go do środka pojazdu. A następnie wsiada sama, wyzywając czerwonego jak burak chłopaka od życiowego kaleki. Drzwi piętnastki zamykają się z jękiem, kończąc ten spektakl niczym kurtyna w teatrze, a z głośników autobusowych, zamiast orkiestry, słychać nagrany, radosny głos jakiejś pani, obwieszczający, iż: Listopad miesiącem uprzejmości. Ustąpiłeś miejsca osobie starszej? Kobiecie w ciąży lub z dzieckiem na ręku? Dziękujemy! O, ironio!

O 17:31 docieram na dworzec, a przed moim autobusem tłum. Miejsca siedzące zajęte, bucowaty kierowca. W tym momencie załącza mi się instynkt samozachowawczy, który błaga, żebym jednak poczekała na ten pks o 20:15... Z drugiej strony, zdrowy rozsądek informuje mnie, że przecież bilety na ten o 20:15 są już wykupione, więc gwarancji siedzącego również nie mam, no a skoro już tu jestem...
Połowa podróży upłynęła mi na próbach utrzymania równowagi (zwłaszcza na zakrętach i podczas hamowania) opierając się o oparcia siedzeń i balansując z torbami leżącymi między moimi nogami. Drugą część spędziłam na siedzeniu obok faceta z, prawdopodobnie, zakwasami w pachwinach, gdyż ani na moment nie zsunął rozłożonych kolan, a nawet miałam wrażenie, że jeszcze bardziej je rozchylał, o ile to oczywiście możliwe. Cóż, jeśli nie chciał mojego towarzystwa, mógł po prostu powiedzieć, a nie spychać mnie z siedziska!
W każdym razie, wcześniejszy przyjazd okazał się strzałem w dziesiątkę, biorąc pod uwagę zarówno porę posiłku, humor bliskich, możliwość konwersacji, jak i to, że wstałam wypoczęta, uśmiechnięta i wreszcie gotowa do życia.

1 komentarze:

mezczyzna-gotuje

No w końcu :) Piszę jeszczeraz :) Ale nie wiem czy będzie tak samo :P

Jako doświadczony były kanar z komunikacji miejskiej powiem Ci, że pisało się mandaciki i takim młodym cwaniakom wciskającym sie na hama do autobusu. Najczęsciej były to mandaty za brak biletu na bagaż ze stelażem (najlepsze było ich zaskoczenie i pytanie za co ten mandat, no oczywiście nie powiem, że za hamsto tylko że za złamanie regulaminu przewoźnika). A wredne krzyczące staruszki pisało się za przejechanie przystanku końcowego strefy i niedokupienie biletu. No chyba że były po 70 to jeździły za darmo i nic już nie można było zrobić :) A tu ostatnio jeszcze czytam, ze w miejscowości gdzie pracowałem uczniowie wszystkich szkól od podstawówki do średniej będa jeździli za darmo :) No i za co wtedy takiego spisać? Znowu zostaje plecak, ewentualnie za długi kij do szczotki :P

A na PKS u siebie nie narzekam, przynajmniej jest punktualny i ma nowoczesne autobusy :)

Pozdrawiam gotująco :)

Prześlij komentarz

 
◄Design by Pocket, BlogBulk Blogger Templates. Distributed by Deluxe Templates