Tjaaaa... Sesja jest. A po czym to widać? Nie, nie po tym, że student z nosem w książce chodzi, a po tym, że są problemy, które nawarstwiają się i piętrzą. Problemowa Wieża Babel. Dzisiaj dowiedziałam się, że dochody na członka mojej rodziny wykraczają poza widełki dopuszczalnej kwoty i prawdopodobnie nie załapię się na akademik od października. Przekraczają o siedemdziesiąt złotych. Tyle, że dane zawarte w zaświadczeniu z Urzędu Skarbowego nijak się mają do tego, co w rzeczywistości "dostaję na rękę". Wiem, że przy obecnych cenach za pokój, na wynajęcie czy stancję po prostu nie będzie mnie stać. Wiem też, że są ludzie, którzy mają dochody znacznie niższe i nie powinnam tu biadolić, tylko zacząć już szukać jakiegoś małego kawałka podłogi zabudowanego ze stron czterech i zadaszonego. Ale nie o to mi w tym moim wywodzie chodzi.
Bo cały dowcip polega na tym, że siedzimy teraz z BK w pokoju i śmiech nas pusty ogarnia, no bo żeby mieć doła z powodu zbyt niskich dochodów, to rozumiem, ale żeby mieć doła ponieważ zarabia się o 70 polskich nowych za dużo?
A my właśnie teraz tak mamy.
A do tego większość człowieków, z którymi się najbliższy kontakt miało, fochami śmiertelnymi nie-wiadomo-o-co rzuca, w obrażone princeski się bawiąc, a ty zgaduj-zgadula co im takiego złego zrobiłaś, bo o jakiejkolwiek formie rozmowy (tudzież próbie wyjaśnienia sytuacji) śmiało możesz zapomnieć.
O, dzień dobry, sarkazm mi się włączył :/. Chyba pora na prysznic.
A w ogóle, to powinnam prawo administracyjne wkuwać, bo przecież egzamin we środę mam :/.
Mam nadzieję, że po nim sytuacja zacznie się stabilizować.
środa, 18 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz