- aura mnie kompletnie zaskoczyła - wyjeżdżając z domu oberwałam gradem, w trakcie 3-godzinnej jazdy autobusem do Torunia słoneczko upiekło mnie przez szybę, żeby następnie na dworcu docelowym powitać zacinającym w oczy deszczem (no bo przecież ja bez parasolki - standard), a o godz.18:(powiedzmy)50, wychodząc z kamienicy na Starówce, wywinęłam jakże przepięknego, dopracowanego w najmniejszych szczegółach, a jednocześnie zupełnie spontanicznego orła na zamarzniętym bruku, który jest superśliski nawet przy braku opadów atmosferycznych;
- naprzywoziłam z domu mnóstwo niepotrzebnych dupereli, które miały upiększyć naszą akademikową klitkę, z tym, iż zapomniałam, że mury nie są z gumy i z pokoju o wymiarach dwa na cztery metry nie da się uzyskać piętnastu metrów kwadratowych; mało tego, "wolna" powierzchnia ścian (czyt. niezagospodarowana przez wczesnogierkowskie szafki wiszące, dwudziestoletnią, pomalowaną markerami
- w tym momencie zjadłam kawę, wypiłam Grześka (lub odwrotnie - dla sympatyków tradycyjnych sposobów konsumpcji) i normalnie poczłapię pod prysznic, i do snu się ułożę, bo ledwie na oczy patrzę (chociaż sama nie wiem, czemu...)
****Dobrej nocy.****
0 komentarze:
Prześlij komentarz