Pierwszy dzień praktyk mam za sobą. Sześć godzin siedzenia przy kompie, bo nie było nic do roboty. Do tego stopnia, że obijałyśmy się wszystkie cztery - 3 stałe pracownice biura & me. I wszystkie dostałyśmy zaawansowanego płasko-ciężkodupia. Dobrze, że po połowie czerwca mają w planach przygotowywanie konferencji, to może wtedy się coś ruszy... Bo bezczynność najgorsza jest przecież.
A teraz piszę trzecią z rzędu Beschwerde. I na łeb dostaję, bo ile można pisać skarg...?! Fakt, że temat się zmienia, ale rama, niestety, ta sama zostaje i tylko najbardziej utarte zwroty zastępuję mniej utartymi. Byle tylko było, byle tylko to oddać i mieć głowę spokojną przynajmniej na czas jakiś. Ach, no i tekst jutro przetłumaczyć lektorce muszę, bo w piątek nam "spotkanie" nie wyszło i teraz niemiecki ciągnie się za mną niczym ogon jakiś.
Ogon wyjątkowo nieprzyjemny, którego się jutro, taką mam nadzieję, ostatecznie pozbędę.
środa, 18 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz